Dwa stworzenia na tym samym stole
Dwa małe wróble podchodzą do stolika kawiarnianego. Większość z nas się uśmiecha, sięga po telefon, żeby zrobić zdjęcie, i zachwyca się ich odwagą. A teraz wyobraź sobie, że na tym samym stole, w tym samym miejscu, pojawia się pająk. Co czujesz jako pierwsze?
U wielu osób nie będzie to ciekawość, tylko napięcie i lęk. A zaraz po nim pojawia się myśl: trzeba go zabić.
Dlaczego agresja tak często rodzi się ze strachu
Agresja bardzo rzadko bierze się z nienawiści. Znacznie częściej rodzi się z lęku. Kiedy coś wywołuje w nas silny dyskomfort, organizm szuka najszybszego sposobu, żeby ten dyskomfort zakończyć, a jedną z dostępnych reakcji jest atak. Nie dlatego, że naprawdę chcemy niszczyć, ale dlatego, że chcemy jak najszybciej przestać czuć strach.
Łatwiej powiedzieć, że czegoś nie lubimy
Paradoks polega na tym, że znacznie łatwiej powiedzieć: nie cierpię pająków, niż przyznać: boję się pająków. Agresja bywa więc swego rodzaju zbroją, pod którą ukrywa się bezradność. Zabijając źródło lęku, próbujemy zabić samo uczucie. Problem w tym, że ono nie znika. Znika tylko to, co je uruchomiło, a lęk prędzej czy później znajdzie kolejny powód, żeby się odezwać.
Ten sam mechanizm działa między ludźmi
To, co dzieje się przy stoliku z pająkiem, dzieje się też w relacjach. Potrafimy atakować, krytykować, ośmieszać i odrzucać innych ludzi. Czasem dlatego, że ich nie rozumiemy. Czasem dlatego, że ich odmienność budzi w nas niepokój. A czasem dlatego, że łatwiej kogoś zaatakować, niż przyznać przed samym sobą: to mnie przeraża.
Inne pytanie, ten sam problem
Może więc warto zamienić pytanie „dlaczego jesteś agresywny” na pytanie „czego tak naprawdę się boisz”. To pozornie niewielka zmiana, ale w praktyce, terapeutycznej i codziennej, robi ogromną różnicę. Kiedy odważymy się nazwać własny lęk, agresja bardzo często przestaje być potrzebna.
Jeśli rozpoznajesz u siebie ten mechanizm, warto porozmawiać o nim ze specjalistą, zamiast mierzyć się z nim w pojedynkę.